wtędy

otruta
chuj odziedziczył naród
samica pomidorowej
krzyk zarasta bulwary
żyrafy
po 12 koron sztuka
w niemowlę zapatrzona
śniegiem przybita
prześcieradło się po nim lepi
zamazana
krawiec w postaci ulewy
wwiercony
olbrzyma
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
twarzowa rozpacz
człowiek nie do oderwania od smyczy
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
przegryziony
dłuto autobusu flanela
w locie
w postaci rosy
ukłony
samiec karuzeli
niechcąco
człowiek służy też do podlewania ziemi
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
wielkości za późno
mgłą
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
twarzą ostemplowany
dlatego że nie ma żadnego dlatego
wiosłują
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
proszę zamknąć oczy gitarze
porcelanowa trwoga
jakie to piękne!
igła w oko puka
w przybliżeniu nieistniejące
a także
albo postać do góry nogami
albo postać nieważna
jakoś idzie dorsz w torbie
jedno jest pewne
w nadzieję rozsypane
na skale posadzona
mięso płucze sny
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
leżał owad w locie
w studni
włóczęga rozproszony rośnie
rozbryzgując kałuże
karaluch ciepły jabłkowy
sierść bez wichury
dziurawy fortepian widzi
czyha
wilgotna
albo postać rozlana
huśtawka
idiota wyje pomidory
fiołkowy
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
ja do rzeźni jadę
w obcisłej spódnicy
obdarty
wypadanie macicy i pochwy
stąd że nie ma żadnego stąd
jakie pytanie taka krew
w trakcie przedrzeźniania mew
listewka horyzontu napięty
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
w bezzwiewnych intencjach
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
jest taki pociąg dlaczego
w trakcie nienastępowania
w milczenie zawinięte
dialekt dzierżawi rolnika
głaz bezgłowego pilota szkoli
kosmos ma miejsce w lupie
gęsta
kula przeszyła mu czaszkę
pozłacane świnie
słowa wdychają się przez inne
najeżony
w miniówie
nawóz bez wzajemności
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
odpowiedź bezpowrotny
w przebłysku samotności
pełznie
kakao
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w gałęziach drzew
torpedą
kobra nacina przyjęcie
wiatr wspina się na lipę
księżyc zgasło
późnym wieczorem
a pan daleko?
modlitwą nażarte
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
snu muszlo nasza
w porządku własnym
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
przemieszcza się kura olbrzyma
rekin lat temu
za pomocą gdyby
biegnie
piach rozkwita
szklany
drabina podmokły
tramwajem zarosłe
i inne niepodobne
jeż czyha w zakonie
kwiaty plują
niekiedy
gigantyczny
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
o niej chmarzy ziemia
i bez kropki
krwotok z dróg rodnych
wylękniona radość
w drodze do po nic
czas spierdala przez odludzie w tłumie
chodziłam po tamtym świecie
bagnista ujada rzęsa
piegiem pochwalony
popękane ważki
na połamanym krześle
piła olbrzyma weryfikuje
w klatce
grad
srebrnokulawy
penis rozłupana
deszcz korbką malowany
śpi jak na drożdżach
jabłonki wychodzą z nor
idź za nim
o ośmiu wargach
drzewo bez kapelusza
z mleczka wypływającego z główki maku
w krzywdzie zbyt kusej
ςɔ
chmura się warkocze
szpak w puszce wieczór nietknięty
wandale podlewają kwiatki
konduktor
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
dźwig do suszenia sutann
albrecht dürer płynie na zelandię
bóg nie do oderwania od wszy
bez końca panna włosie
albo postać już niepotrzebna
cudownie wąski
w nikąd dorosły
drapieżny zemdlał tygrys
klacz
w części wetknięta
motyl w postaci cielska
dążąc do doskonałości
śnieg wymiotuje
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
pokrzywie dłoń wyrasta
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
szczudeł tupot
albo postać na niebie
mruga pogrzebacz
nasz adres:
albo postać nieprzewidziana
włóczka podwórek
jamnik tenorem urzędu
rycerz na koninie
gryzie własny ogon
w futrze
fryzura bez kierowcy
chichoczą konwalie
szorstki
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
dzwonnica bez kałuży
z ręką na sercu
owrzodzenie sromu
ciemniejący w światło
kropla przerywa węgorza
w kolorze ukrytym
karaluch
pokryte meszkiem bękarta
burzy się jagnię zapina szelki
zręcznie tonie
nurek składany nikomu
david attenborough poświadcza
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w słodycz upadła
albo postać odwrócona
mielony
5 piąstek raju
każda rzecz jest żadna
wielkości niezapisanej myśli
niepodłączony
płonie
siekierą
płatki bez odpowiedzi
but cebulowy nerwicy
ręka sunie po udzie
oczodołami
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
na pustą arenę w kordobie wpada byk
sową
cyrklem zainfekowana
pochwa długodzioba
w lanckoronie
albo postać podarta
albo postać porzucona
ukryty w przymrozku
sprężyna
kropla od mroku
żylaki powrózka nasiennego
ociężałe maliny

i inne niepodobne
deszcz korbką malowany
w trakcie przedrzeźniania mew
gigantyczny
albrecht dürer płynie na zelandię
kobra nacina przyjęcie
żylaki powrózka nasiennego
przemieszcza się kura olbrzyma
rekin lat temu
piegiem pochwalony
snu muszlo nasza
o ośmiu wargach
dziurawy fortepian widzi
włóczęga rozproszony rośnie
jakoś idzie dorsz w torbie
grad
ςɔ
niepodłączony
każda rzecz jest żadna
drapieżny zemdlał tygrys
w porządku własnym
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
wylękniona radość
drzewo bez kapelusza
człowiek służy też do podlewania ziemi
człowiek nie do oderwania od smyczy
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
torpedą
w trakcie nienastępowania
wandale podlewają kwiatki
w drodze do po nic
pochwa długodzioba
płonie
wiosłują
słowa wdychają się przez inne
obdarty
krawiec w postaci ulewy
twarzą ostemplowany
w nadzieję rozsypane
z mleczka wypływającego z główki maku
śpi jak na drożdżach
w części wetknięta
30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
księżyc zgasło
późnym wieczorem
ukryty w przymrozku
szpak w puszce wieczór nietknięty
w gałęziach drzew
motyl w postaci cielska
w futrze
i bez kropki
ręka sunie po udzie
wilgotna
jabłonki wychodzą z nor
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
kakao
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
za pomocą gdyby
głaz bezgłowego pilota szkoli
biegnie
śniegiem przybita
ukłony
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
zamazana
porcelanowa trwoga
niekiedy
wypadanie macicy i pochwy
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
albo postać porzucona
wiatr wspina się na lipę
włóczka podwórek
nurek składany nikomu
jest taki pociąg dlaczego
albo postać odwrócona
na skale posadzona
5 piąstek raju
albo postać rozlana
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
najeżony
dźwig do suszenia sutann
zręcznie tonie
czyha
dłuto autobusu flanela
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
ociężałe maliny
przegryziony
idź za nim
sierść bez wichury
a pan daleko?
a także
drabina podmokły
w słodycz upadła
albo postać nieprzewidziana
albo postać do góry nogami
pokrzywie dłoń wyrasta
sową
kropla przerywa węgorza
krwotok z dróg rodnych
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
pełznie
w milczenie zawinięte
w niemowlę zapatrzona
prześcieradło się po nim lepi
piła olbrzyma weryfikuje
gęsta
w locie
mięso płucze sny
jedno jest pewne
penis rozłupana
w przebłysku samotności
stąd że nie ma żadnego stąd
mruga pogrzebacz
jakie to piękne!
jakie pytanie taka krew
w kolorze ukrytym
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
sprężyna
kula przeszyła mu czaszkę
olbrzyma
konduktor
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w bezzwiewnych intencjach
dlatego że nie ma żadnego dlatego
albo postać już niepotrzebna
samica pomidorowej
tramwajem zarosłe
w nikąd dorosły
albo postać na niebie
szczudeł tupot
rozbryzgując kałuże
oczodołami
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
fiołkowy
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
igła w oko puka
w miniówie
dzwonnica bez kałuży
mielony
pokryte meszkiem bękarta
rycerz na koninie
chichoczą konwalie
huśtawka
w postaci rosy
na pustą arenę w kordobie wpada byk
szorstki
proszę zamknąć oczy gitarze
kwiaty plują
bóg nie do oderwania od wszy
o niej chmarzy ziemia
kosmos ma miejsce w lupie
karaluch ciepły jabłkowy
ja do rzeźni jadę
piach rozkwita
david attenborough poświadcza
fryzura bez kierowcy
chmura się warkocze
dążąc do doskonałości
cudownie wąski
popękane ważki
nawóz bez wzajemności
chuj odziedziczył naród
na połamanym krześle
listewka horyzontu napięty
w klatce
w krzywdzie zbyt kusej
jeż czyha w zakonie
krzyk zarasta bulwary
chodziłam po tamtym świecie
w obcisłej spódnicy
karaluch
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
leżał owad w locie
niechcąco
czas spierdala przez odludzie w tłumie
mgłą
samiec karuzeli
szklany
w przybliżeniu nieistniejące
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
modlitwą nażarte
bez końca panna włosie
nasz adres:
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
siekierą
bagnista ujada rzęsa
otruta
albo postać nieważna
śnieg wymiotuje
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
twarzowa rozpacz
wwiercony
gryzie własny ogon
z ręką na sercu
żyrafy
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
wielkości za późno
idiota wyje pomidory
srebrnokulawy
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w lanckoronie
pozłacane świnie
jamnik tenorem urzędu
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
dialekt dzierżawi rolnika
kropla od mroku
but cebulowy nerwicy
wielkości niezapisanej myśli
płatki bez odpowiedzi
w studni
burzy się jagnię zapina szelki
owrzodzenie sromu
cyrklem zainfekowana
ciemniejący w światło
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
po 12 koron sztuka
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
albo postać podarta
odpowiedź bezpowrotny
klacz