wtędy

pochwa długodzioba
krawiec w postaci ulewy
nawóz bez wzajemności
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
rycerz na koninie
jakie to piękne!
jeż czyha w zakonie
kula przeszyła mu czaszkę
w słodycz upadła
śniegiem przybita
motyl w postaci cielska
z mleczka wypływającego z główki maku
w drodze do po nic
porcelanowa trwoga
żyrafy
gigantyczny
fryzura bez kierowcy
modlitwą nażarte
deszcz korbką malowany
mielony
w klatce
ja do rzeźni jadę
o ośmiu wargach
konduktor
jedno jest pewne
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
kropla od mroku
płatki bez odpowiedzi
dłuto autobusu flanela
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
kwiaty plują
huśtawka
owrzodzenie sromu
na skale posadzona
wiatr wspina się na lipę
przemieszcza się kura olbrzyma
płonie
na połamanym krześle
rozproszony
bagnista ujada rzęsa
gryzie własny ogon
zamazana
gęsta
wiosłują
biegnie
albo postać odwrócona
ciemniejący w światło
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
szczudeł tupot
szpak w puszce wieczór nietknięty
idiota wyje pomidory
grad
tramwajem zarosłe
ukłony
w milczenie zawinięte
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
kropla przerywa węgorza
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
otruta
bóg nie do oderwania od wszy
burzy się jagnię zapina szelki
w miniówie
popękane ważki
torpedą
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
i inne niepodobne
albo postać podarta
w bezzwiewnych intencjach
dzwonnica bez kałuży
wilgotna
nurek składany nikomu
albrecht dürer płynie na zelandię
w kolorze ukrytym
w krzywdzie zbyt kusej
olbrzyma
piła olbrzyma weryfikuje
w lanckoronie
albo postać nieprzewidziana
człowiek nie do oderwania od smyczy
włóczęga rozproszony
w nikąd dorosły
stąd że nie ma żadnego stąd
w niemowlę zapatrzona
cudownie wąski
dlatego że nie ma żadnego dlatego
piegiem pochwalony
wylękniona radość
samiec karuzeli
drabina podmokły
mruga pogrzebacz
albo postać do góry nogami
żylaki powrózka nasiennego
i bez kropki
niekiedy
wwiercony
chmura się warkocze
klacz
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
krwotok z dróg rodnych
wypadanie macicy i pochwy
drapieżny zemdlał tygrys
chichoczą konwalie
pokryte meszkiem bękarta
w przybliżeniu nieistniejące
w przebłysku samotności
krzyk zarasta bulwary
igła w oko puka
chodziłam po tamtym świecie
siekierą
późnym wieczorem
słowa wdychają się przez inne
jakie pytanie taka krew
ociężałe maliny
pełznie
ręka sunie po udzie
śnieg wymiotuje
najeżony
albo postać rozlana
albo postać porzucona
niechcąco
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
twarzowa rozpacz
w studni
jamnik tenorem urzędu
włóczęga rozproszony rośnie
z ręką na sercu
idź za nim
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
proszę zamknąć oczy gitarze
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
a pan daleko?
każda rzecz jest żadna
sową
fiołkowy
wandale podlewają kwiatki
dziurawy fortepian widzi
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
cyrklem zainfekowana
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
karaluch
dialekt dzierżawi rolnika
za pomocą gdyby
kakao
w trakcie nienastępowania
w postaci rosy
chuj odziedziczył naród
dźwig do suszenia sutann
a także
w nadzieję rozsypane
głaz bezgłowego pilota szkoli
albo postać na niebie
kobra nacina przyjęcie
mięso płucze sny
5 piąstek raju
warkocze
albo postać już niepotrzebna
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
w locie
pokrzywie dłoń wyrasta
księżyc zgasło
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
piach rozkwita
ukryty w przymrozku
prześcieradło się po nim lepi
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
listewka horyzontu napięty
jest taki pociąg dlaczego
oczodołami
pozłacane świnie
czas spierdala przez odludzie w tłumie
samica pomidorowej
szorstki
drzewo bez kapelusza
śpi jak na drożdżach
w trakcie przedrzeźniania mew
jabłonki wychodzą z nor
po 12 koron sztuka
leżał owad w locie
w gałęziach drzew
wielkości za późno
penis rozłupana
rekin lat temu
napięty
niepodłączony
szklany
czyha
w obcisłej spódnicy
karaluch ciepły jabłkowy
w futrze
albo postać nieważna
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
david attenborough poświadcza
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
sierść bez wichury
but cebulowy nerwicy
twarzą ostemplowany
zręcznie tonie
odpowiedź bezpowrotny
srebrnokulawy
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w części wetknięta
nasz adres:
przegryziony
o niej chmarzy ziemia
wielkości niezapisanej myśli
w porządku własnym
kosmos ma miejsce w lupie
bez końca panna włosie
dążąc do doskonałości
rozbryzgując kałuże
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
ςɔ
włóczka podwórek
30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
jakoś idzie dorsz w torbie
na pustą arenę w kordobie wpada byk
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
snu muszlo nasza
człowiek służy też do podlewania ziemi
mgłą
włóczęga
obdarty

albrecht dürer płynie na zelandię
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
idź za nim
wandale podlewają kwiatki
ja do rzeźni jadę
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
srebrnokulawy
albo postać nieprzewidziana
kropla przerywa węgorza
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
karaluch ciepły jabłkowy
jakoś idzie dorsz w torbie
proszę zamknąć oczy gitarze
wiosłują
grad
listewka horyzontu napięty
człowiek służy też do podlewania ziemi
dźwig do suszenia sutann
żylaki powrózka nasiennego
piach rozkwita
i inne niepodobne
w niemowlę zapatrzona
oczodołami
ςɔ
kakao
w locie
po 12 koron sztuka
rozbryzgując kałuże
rycerz na koninie
sierść bez wichury
czyha
albo postać podarta
w studni
szpak w puszce wieczór nietknięty
w lanckoronie
dziurawy fortepian widzi
w słodycz upadła
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
dialekt dzierżawi rolnika
nawóz bez wzajemności
kula przeszyła mu czaszkę
wwiercony
but cebulowy nerwicy
z mleczka wypływającego z główki maku
30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
obdarty
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
płonie
siekierą
każda rzecz jest żadna
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
wiatr wspina się na lipę
torpedą
włóczka podwórek
w bezzwiewnych intencjach
dzwonnica bez kałuży
ukłony
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
drabina podmokły
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
włóczęga rozproszony rośnie
w części wetknięta
karaluch
głaz bezgłowego pilota szkoli
huśtawka
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
płatki bez odpowiedzi
5 piąstek raju
w nadzieję rozsypane
drzewo bez kapelusza
księżyc zgasło
przemieszcza się kura olbrzyma
otruta
człowiek nie do oderwania od smyczy
nasz adres:
gryzie własny ogon
za pomocą gdyby
śnieg wymiotuje
albo postać porzucona
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
bóg nie do oderwania od wszy
bagnista ujada rzęsa
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
w porządku własnym
i bez kropki
na skale posadzona
albo postać do góry nogami
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
w miniówie
pełznie
śniegiem przybita
piegiem pochwalony
idiota wyje pomidory
słowa wdychają się przez inne
dążąc do doskonałości
niepodłączony
z ręką na sercu
zręcznie tonie
owrzodzenie sromu
bez końca panna włosie
jakie pytanie taka krew
w obcisłej spódnicy
warkocze
niekiedy
klacz
szczudeł tupot
mięso płucze sny
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
motyl w postaci cielska
modlitwą nażarte
żyrafy
david attenborough poświadcza
biegnie
leżał owad w locie
nurek składany nikomu
o niej chmarzy ziemia
cyrklem zainfekowana
napięty
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
twarzą ostemplowany
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
samica pomidorowej
olbrzyma
w krzywdzie zbyt kusej
albo postać nieważna
ukryty w przymrozku
chuj odziedziczył naród
zamazana
rozproszony
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
twarzowa rozpacz
konduktor
wypadanie macicy i pochwy
w przybliżeniu nieistniejące
czas spierdala przez odludzie w tłumie
w drodze do po nic
niechcąco
w trakcie przedrzeźniania mew
igła w oko puka
ręka sunie po udzie
jakie to piękne!
albo postać już niepotrzebna
jeż czyha w zakonie
odpowiedź bezpowrotny
na połamanym krześle
pokryte meszkiem bękarta
kobra nacina przyjęcie
kwiaty plują
albo postać rozlana
krzyk zarasta bulwary
jedno jest pewne
popękane ważki
w przebłysku samotności
samiec karuzeli
wylękniona radość
piła olbrzyma weryfikuje
dlatego że nie ma żadnego dlatego
tramwajem zarosłe
mgłą
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
mielony
w trakcie nienastępowania
jabłonki wychodzą z nor
przegryziony
w postaci rosy
pozłacane świnie
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
stąd że nie ma żadnego stąd
snu muszlo nasza
porcelanowa trwoga
fiołkowy
śpi jak na drożdżach
gigantyczny
rekin lat temu
krwotok z dróg rodnych
krawiec w postaci ulewy
sową
ociężałe maliny
chichoczą konwalie
szorstki
albo postać odwrócona
drapieżny zemdlał tygrys
kosmos ma miejsce w lupie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
jest taki pociąg dlaczego
penis rozłupana
w kolorze ukrytym
chmura się warkocze
szklany
fryzura bez kierowcy
na pustą arenę w kordobie wpada byk
późnym wieczorem
ciemniejący w światło
w klatce
jamnik tenorem urzędu
gęsta
chodziłam po tamtym świecie
pochwa długodzioba
najeżony
albo postać na niebie
prześcieradło się po nim lepi
burzy się jagnię zapina szelki
pokrzywie dłoń wyrasta
o ośmiu wargach
mruga pogrzebacz
kropla od mroku
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w gałęziach drzew
w futrze
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
wielkości za późno
w milczenie zawinięte
w nikąd dorosły
włóczęga
dłuto autobusu flanela
a także
deszcz korbką malowany
włóczęga rozproszony
wilgotna
cudownie wąski
a pan daleko?
wielkości niezapisanej myśli