wtędy

biegnie
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w przybliżeniu nieistniejące
igła w oko puka
szczudeł tupot
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
w locie
5 piąstek raju
śpi jak na drożdżach
kropla przerywa węgorza
rycerz na koninie
w krzywdzie zbyt kusej
dłuto autobusu flanela
z ręką na sercu
wandale podlewają kwiatki
krwotok z dróg rodnych
a także
pochwa długodzioba
przemieszcza się kura olbrzyma
wielkości niezapisanej myśli
późnym wieczorem
konduktor
kwiaty plują
torpedą
w słodycz upadła
zamazana
płonie
nawóz bez wzajemności
nasz adres:
mruga pogrzebacz
popękane ważki
oczodołami
kakao
ukłony
rekin lat temu
albo postać podarta
porcelanowa trwoga
niepodłączony
pełznie
cyrklem zainfekowana
olbrzyma
odpowiedź bezpowrotny
w bezzwiewnych intencjach
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
jakoś idzie dorsz w torbie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
warkocze
bagnista ujada rzęsa
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
sową
w nadzieję rozsypane
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
dialekt dzierżawi rolnika
pozłacane świnie
piach rozkwita
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
twarzą ostemplowany
szorstki
snu muszlo nasza
deszcz korbką malowany
tramwajem zarosłe
czas spierdala przez odludzie w tłumie
drzewo bez kapelusza
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
otruta
w miniówie
jabłonki wychodzą z nor
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
najeżony
pokrzywie dłoń wyrasta
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
rozproszony
w klatce
stąd że nie ma żadnego stąd
przegryziony
w drodze do po nic
jest taki pociąg dlaczego
chodziłam po tamtym świecie
listewka horyzontu napięty
żyrafy
wiosłują
motyl w postaci cielska
gigantyczny
w niemowlę zapatrzona
słowa wdychają się przez inne
klacz
twarzowa rozpacz
napięty
rozbryzgując kałuże
albo postać nieprzewidziana
wiatr wspina się na lipę
bóg nie do oderwania od wszy
fiołkowy
idiota wyje pomidory
w porządku własnym
po 12 koron sztuka
wylękniona radość
ja do rzeźni jadę
wielkości za późno
kobra nacina przyjęcie
ukryty w przymrozku
mielony
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w postaci rosy
w gałęziach drzew
na pustą arenę w kordobie wpada byk
włóczęga rozproszony
czyha
w części wetknięta
dziurawy fortepian widzi
śnieg wymiotuje
a pan daleko?
szpak w puszce wieczór nietknięty
albo postać rozlana
obdarty
wilgotna
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
chuj odziedziczył naród
modlitwą nażarte
o ośmiu wargach
albo postać na niebie
na skale posadzona
dlatego że nie ma żadnego dlatego
człowiek służy też do podlewania ziemi
krzyk zarasta bulwary
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
prześcieradło się po nim lepi
albo postać do góry nogami
drapieżny zemdlał tygrys
w kolorze ukrytym
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
w przebłysku samotności
but cebulowy nerwicy
ociężałe maliny
mgłą
pokryte meszkiem bękarta
wwiercony
grad
proszę zamknąć oczy gitarze
albo postać już niepotrzebna
gęsta
w milczenie zawinięte
w nikąd dorosły
w trakcie nienastępowania
leżał owad w locie
piegiem pochwalony
zręcznie tonie
burzy się jagnię zapina szelki
jedno jest pewne
albo postać odwrócona
dzwonnica bez kałuży
mięso płucze sny
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
penis rozłupana
każda rzecz jest żadna
za pomocą gdyby
wypadanie macicy i pochwy
srebrnokulawy
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
fryzura bez kierowcy
chichoczą konwalie
david attenborough poświadcza
owrzodzenie sromu
albrecht dürer płynie na zelandię
siekierą
kula przeszyła mu czaszkę
dźwig do suszenia sutann
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na połamanym krześle
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
kropla od mroku
i bez kropki
kosmos ma miejsce w lupie
samiec karuzeli
chmura się warkocze
w futrze
w obcisłej spódnicy
żylaki powrózka nasiennego
szklany
niekiedy
i inne niepodobne
w studni
nurek składany nikomu
albo postać nieważna
głaz bezgłowego pilota szkoli
dążąc do doskonałości
samica pomidorowej
ręka sunie po udzie
huśtawka
księżyc zgasło
karaluch
ciemniejący w światło
karaluch ciepły jabłkowy
jakie pytanie taka krew
niechcąco
bez końca panna włosie
piła olbrzyma weryfikuje
sierść bez wichury
cudownie wąski
drabina podmokły
krawiec w postaci ulewy
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
lecz?
płatki bez odpowiedzi
włóczęga
o niej chmarzy ziemia
idź za nim
z mleczka wypływającego z główki maku
jamnik tenorem urzędu
gryzie własny ogon
jeż czyha w zakonie
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
jakie to piękne!
człowiek nie do oderwania od smyczy
włóczka podwórek
albo postać porzucona
śniegiem przybita
w trakcie przedrzeźniania mew

30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
w kolorze ukrytym
kwiaty plują
bez końca panna włosie
pozłacane świnie
drzewo bez kapelusza
jest taki pociąg dlaczego
albo postać podarta
każda rzecz jest żadna
sierść bez wichury
dialekt dzierżawi rolnika
deszcz korbką malowany
późnym wieczorem
pełznie
ukłony
szczudeł tupot
w przebłysku samotności
kropla przerywa węgorza
porcelanowa trwoga
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
w niemowlę zapatrzona
samiec karuzeli
śniegiem przybita
otruta
albo postać do góry nogami
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
niechcąco
kropla od mroku
a pan daleko?
w obcisłej spódnicy
z ręką na sercu
kula przeszyła mu czaszkę
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
warkocze
w porządku własnym
snu muszlo nasza
w locie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
czas spierdala przez odludzie w tłumie
włóczęga
w krzywdzie zbyt kusej
torpedą
dziurawy fortepian widzi
5 piąstek raju
piach rozkwita
płatki bez odpowiedzi
piła olbrzyma weryfikuje
kakao
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
lecz?
but cebulowy nerwicy
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
twarzowa rozpacz
zamazana
w części wetknięta
karaluch
igła w oko puka
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
listewka horyzontu napięty
albo postać odwrócona
rycerz na koninie
siekierą
albrecht dürer płynie na zelandię
albo postać nieprzewidziana
gryzie własny ogon
prześcieradło się po nim lepi
mruga pogrzebacz
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
jakie pytanie taka krew
cyrklem zainfekowana
stąd że nie ma żadnego stąd
motyl w postaci cielska
żyrafy
w futrze
człowiek służy też do podlewania ziemi
zręcznie tonie
popękane ważki
burzy się jagnię zapina szelki
david attenborough poświadcza
sową
na połamanym krześle
z mleczka wypływającego z główki maku
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
krawiec w postaci ulewy
samica pomidorowej
a także
płonie
najeżony
penis rozłupana
pokryte meszkiem bękarta
pokrzywie dłoń wyrasta
mielony
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
olbrzyma
o ośmiu wargach
o niej chmarzy ziemia
piegiem pochwalony
albo postać rozlana
w nadzieję rozsypane
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
wypadanie macicy i pochwy
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
albo postać na niebie
i inne niepodobne
przemieszcza się kura olbrzyma
włóczka podwórek
jakie to piękne!
jeż czyha w zakonie
napięty
za pomocą gdyby
jabłonki wychodzą z nor
odpowiedź bezpowrotny
księżyc zgasło
ciemniejący w światło
dłuto autobusu flanela
gęsta
w drodze do po nic
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
wandale podlewają kwiatki
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
głaz bezgłowego pilota szkoli
w trakcie nienastępowania
fryzura bez kierowcy
chuj odziedziczył naród
nasz adres:
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
czyha
klacz
albo postać porzucona
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
proszę zamknąć oczy gitarze
w trakcie przedrzeźniania mew
jakoś idzie dorsz w torbie
chichoczą konwalie
dzwonnica bez kałuży
śnieg wymiotuje
ukryty w przymrozku
oczodołami
w postaci rosy
gigantyczny
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na skale posadzona
w studni
szorstki
wylękniona radość
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
nawóz bez wzajemności
wilgotna
leżał owad w locie
w bezzwiewnych intencjach
idź za nim
słowa wdychają się przez inne
dążąc do doskonałości
huśtawka
jedno jest pewne
dlatego że nie ma żadnego dlatego
i bez kropki
w klatce
na pustą arenę w kordobie wpada byk
włóczęga rozproszony
kobra nacina przyjęcie
twarzą ostemplowany
dźwig do suszenia sutann
obdarty
człowiek nie do oderwania od smyczy
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
wielkości za późno
tramwajem zarosłe
mięso płucze sny
bóg nie do oderwania od wszy
krzyk zarasta bulwary
wiatr wspina się na lipę
ociężałe maliny
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
drabina podmokły
kosmos ma miejsce w lupie
rozbryzgując kałuże
wiosłują
albo postać nieważna
szpak w puszce wieczór nietknięty
w słodycz upadła
owrzodzenie sromu
po 12 koron sztuka
w miniówie
cudownie wąski
chodziłam po tamtym świecie
drapieżny zemdlał tygrys
przegryziony
fiołkowy
w nikąd dorosły
ja do rzeźni jadę
chmura się warkocze
rekin lat temu
mgłą
albo postać już niepotrzebna
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
krwotok z dróg rodnych
idiota wyje pomidory
w gałęziach drzew
jamnik tenorem urzędu
modlitwą nażarte
rozproszony
w milczenie zawinięte
grad
pochwa długodzioba
konduktor
bagnista ujada rzęsa
wielkości niezapisanej myśli
niekiedy
ręka sunie po udzie
żylaki powrózka nasiennego
nurek składany nikomu
srebrnokulawy
wwiercony
w przybliżeniu nieistniejące
niepodłączony
szklany
karaluch ciepły jabłkowy
biegnie
śpi jak na drożdżach