wtędy

śnieg wymiotuje
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
ciemniejący w światło
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
jakoś idzie dorsz w torbie
szczudeł tupot
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
dialekt dzierżawi rolnika
fryzura bez kierowcy
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
obdarty
karaluch ciepły jabłkowy
w postaci rosy
czas spierdala przez odludzie w tłumie
igła w oko puka
w części wetknięta
słowa wdychają się przez inne
za pomocą gdyby
5 piąstek raju
w klatce
dążąc do doskonałości
kwiaty plują
drzewo bez kapelusza
popękane ważki
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
ociężałe maliny
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
śpi jak na drożdżach
klacz
albo postać nieważna
w obcisłej spódnicy
dzwonnica bez kałuży
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
śniegiem przybita
dlatego że nie ma żadnego dlatego
jabłonki wychodzą z nor
w futrze
gęsta
siekierą
bez końca panna włosie
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
w przybliżeniu nieistniejące
kropla przerywa węgorza
but cebulowy nerwicy
cudownie wąski
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
rekin lat temu
kropla od mroku
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
w niemowlę zapatrzona
w nadzieję rozsypane
torpedą
i bez kropki
wielkości niezapisanej myśli
z ręką na sercu
gigantyczny
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
cieniów poutrącanych – 4
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
w drodze do po nic
czyha
w trakcie nienastępowania
płonie
huśtawka
głębokości około 2 metrów
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
w porządku własnym
leżał owad w locie
najeżony
człowiek służy też do podlewania ziemi
wandale podlewają kwiatki
ukryty w przymrozku
i inne niepodobne
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
fiołkowy
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w nikąd dorosły
płatki bez odpowiedzi
włóczka podwórek
przegryziony
idź za nim
zamazana
jedno jest pewne
stąd że nie ma żadnego stąd
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
rozbryzgując kałuże
albo postać już niepotrzebna
w miniówie
oczodołami
na połamanym krześle
kobra nacina przyjęcie
samiec karuzeli
albo postać podarta
snu muszlo nasza
pełznie
mgłą
zręcznie tonie
wiatr wspina się na lipę
david attenborough poświadcza
albo postać odwrócona
idiota wyje pomidory
albo postać na niebie
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
w słodycz upadła
modlitwą nażarte
każda rzecz jest żadna
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
szorstki
na pustą arenę w kordobie wpada byk
o niej chmarzy ziemia
porcelanowa trwoga
motyl w postaci cielska
dźwig do suszenia sutann
drapieżny zemdlał tygrys
deszcz korbką malowany
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
piach rozkwita
początek świata jest wszędzie
ja do rzeźni jadę
twarzowa rozpacz
żeglarze prasują morza
chuj odziedziczył naród
w locie
albo postać rozlana
żyrafy
ukłony
wiosłują
mruga pogrzebacz
dziurawy fortepian widzi
patologiczna jama
o prawidłowej echostrukturze
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
pokryte meszkiem bękarta
pozłacane świnie
o ośmiu wargach
nasz adres:
u dorosłych spotyka się ciała obce
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
grad
sową
kosmos ma miejsce w lupie
długości około 15 metrów
w przebłysku samotności
krawiec w postaci ulewy
chodziłam po tamtym świecie
wywołując niepokój
w krzywdzie zbyt kusej
nawóz bez wzajemności
jakie to piękne!
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
cyrklem zainfekowana
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
ręka sunie po udzie
bóg nie do oderwania od wszy
wylękniona radość
bagnista ujada rzęsa
szklany
karaluch
na skale posadzona
gryzie własny ogon
twarzą ostemplowany
kakao
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
proszę zamknąć oczy gitarze
wilgotna
prześcieradło się po nim lepi
sprężyna
księżyc zgasło
samica pomidorowej
jamnik tenorem urzędu
piegiem pochwalony
jest taki pociąg dlaczego
dłuto autobusu flanela
mielony
i drobne konkrementy żółciowe
kula przeszyła mu czaszkę
przez cały listopad
krzyk zarasta bulwary
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
człowiek nie do oderwania od smyczy
konduktor
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
wielkości za późno
niepodłączony
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
albo postać nieprzewidziana
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
albo postać do góry nogami
wypełniony treścią ropną
jakie pytanie taka krew
powraca na ojczyzny łono
drabina podmokły
piła olbrzyma weryfikuje
chichoczą konwalie
otruta
w trakcie przedrzeźniania mew
burzy się jagnię zapina szelki
albrecht dürer płynie na zelandię
nurek składany nikomu
srebrnokulawy
przemieszcza się kura olbrzyma
rycerz na koninie
niechcąco
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
w studni
jeż czyha w zakonie
biegnie
w milczenie zawinięte
głaz bezgłowego pilota szkoli
wwiercony
szpak w puszce wieczór nietknięty
albo postać porzucona
w bezzwiewnych intencjach
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
a pan daleko?
tramwajem zarosłe
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
czarne plamki na liściach klonowych
pokrzywie dłoń wyrasta
olbrzyma
w kolorze ukrytym
u dorosłych spotyka się ciała obce
bóg nie do oderwania od wszy
albo postać już niepotrzebna
i inne niepodobne
david attenborough poświadcza
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
albrecht dürer płynie na zelandię
wywołując niepokój
albo postać na niebie
5 piąstek raju
krowa stół i oklaski to najfajniejsze zwierzęta
powraca na ojczyzny łono
wypełniony treścią ropną
cieniów poutrącanych – 4
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
w nadzieję rozsypane
niechcąco
dlatego że nie ma żadnego dlatego
albo postać porzucona
twarzą ostemplowany
but cebulowy nerwicy
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
łóżeczka z domu dziecka gryzą trawę
na skale posadzona
płatki bez odpowiedzi
otruta
w klatce
dźwig do suszenia sutann
popękane ważki
gigantyczny
w locie
kłaki na marynarce dowodzą istnienia innych nieujarzmionych światów
pokrzywie dłoń wyrasta
szklany
dłuto autobusu flanela
kula przeszyła mu czaszkę
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
fryzura bez kierowcy
albo postać odwrócona
długości około 15 metrów
w nikąd dorosły
w niemowlę zapatrzona
porcelanowa trwoga
sprężyna
piegiem pochwalony
torpedą
albo postać nieprzewidziana
dzwonnica bez kałuży
wielkości za późno
kropla przerywa węgorza
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
pokryte meszkiem bękarta
leżał owad w locie
sztuka polega na niezasłanianiu niewidzialnego
w przebłysku samotności
albo postać podarta
łóżeczka z domu dziecka lepią bałwana
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
zręcznie tonie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
ukryty w przymrozku
w lanckoronie
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
szpak w puszce wieczór nietknięty
i bez kropki
przemieszcza się kura olbrzyma
deszcz korbką malowany
dążąc do doskonałości
głaz bezgłowego pilota szkoli
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
nawóz bez wzajemności
kakao
w części wetknięta
kosmos ma miejsce w lupie
piach rozkwita
w obcisłej spódnicy
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
śpi jak na drożdżach
drapieżny zemdlał tygrys
idiota wyje pomidory
włóczka podwórek
w miniówie
księżyc zgasło
patologiczna jama
dziurawy fortepian widzi
bagnista ujada rzęsa
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
żeglarze prasują morza
wielkości niezapisanej myśli
jakie to piękne!
wandale podlewają kwiatki
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
siekierą
każda rzecz jest żadna
albo postać rozlana
chuj odziedziczył naród
najeżony
piła olbrzyma weryfikuje
biegnie
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
drabina podmokły
gryzie własny ogon
wwiercony
śnieg wymiotuje
karaluch ciepły jabłkowy
drzewo bez kapelusza
igła w oko puka
jabłonki wychodzą z nor
oczodołami
w drodze do po nic
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
wylękniona radość
ręka sunie po udzie
w krzywdzie zbyt kusej
niepodłączony
w milczenie zawinięte
szorstki
w studni
płonie
nasz adres:
przez cały listopad
nurek składany nikomu
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
w bezzwiewnych intencjach
słowa wdychają się przez inne
człowiek nie do oderwania od smyczy
bez końca panna włosie
na połamanym krześle
na pustą arenę w kordobie wpada byk
stąd że nie ma żadnego stąd
rozbryzgując kałuże
czas spierdala przez odludzie w tłumie
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
głębokości około 2 metrów
chodziłam po tamtym świecie
zatrzymuje się przed lustrem w korytarzu ale nie poznaje nikogo
prześcieradło się po nim lepi
snu muszlo nasza
pełznie
jedno jest pewne
łóżeczka z domu dziecka zdejmują majtki
jest też kula kapusty żaden bóg nie ma dość sił by ją unieść
albo postać do góry nogami
srebrnokulawy
w słodycz upadła
jakoś idzie dorsz w torbie
jest taki pociąg dlaczego
konduktor
kropla od mroku
pozłacane świnie
fiołkowy
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
samica pomidorowej
krawiec w postaci ulewy
tramwajem zarosłe
mgłą
chichoczą konwalie
olbrzyma
proszę zamknąć oczy gitarze
burzy się jagnię zapina szelki
rekin lat temu
łóżeczka z domu dziecka spadają z drzew
za pomocą gdyby
śniegiem przybita
o niej chmarzy ziemia
karaluch
przegryziony
ukłony
o prawidłowej echostrukturze
człowiek służy też do podlewania ziemi
obdarty
modlitwą nażarte
z ręką na sercu
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
i drobne konkrementy żółciowe
istoty wyższe mogą być tak małe że nigdy ich nie zobaczymy
żyrafy
grad
a pan daleko?
kobra nacina przyjęcie
wiatr wspina się na lipę
czarne plamki na liściach klonowych
jeż czyha w zakonie
krzyk zarasta bulwary
zamazana
huśtawka
wilgotna
w postaci rosy
w trakcie przedrzeźniania mew
szczudeł tupot
w przybliżeniu nieistniejące
dialekt dzierżawi rolnika
w porządku własnym
w trakcie nienastępowania
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
jamnik tenorem urzędu
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
jakie pytanie taka krew
sową
w futrze
cudownie wąski
kwiaty plują
ociężałe maliny
wiosłują
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
ciemniejący w światło
samiec karuzeli
twarzowa rozpacz
klacz
mielony
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
cyrklem zainfekowana
mruga pogrzebacz
w kolorze ukrytym
o ośmiu wargach
początek świata jest wszędzie
czyha
albo postać nieważna
motyl w postaci cielska
idź za nim
rycerz na koninie
gęsta
ja do rzeźni jadę