wtędy

porcelanowa trwoga
włóczka podwórek
przegryziony
w postaci rosy
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w trakcie przedrzeźniania mew
i inne niepodobne
wielkości niezapisanej myśli
david attenborough poświadcza
dzwonnica bez kałuży
klacz
w drodze do po nic
chuj odziedziczył naród
fryzura bez kierowcy
samiec karuzeli
jabłonki wychodzą z nor
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
albo postać rozlana
o ośmiu wargach
karaluch ciepły jabłkowy
w miniówie
popękane ważki
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
dłuto autobusu flanela
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
w klatce
albo postać do góry nogami
krzyk zarasta bulwary
gryzie własny ogon
kakao
piach rozkwita
cudownie wąski
karaluch
deszcz korbką malowany
najeżony
torpedą
albo postać podarta
niekiedy
dźwig do suszenia sutann
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
prześcieradło się po nim lepi
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
ręka sunie po udzie
każda rzecz jest żadna
biegnie
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
ςɔ
księżyc zgasło
john c. lilly pisze list do wall street journal
szpak w puszce wieczór nietknięty
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
wilgotna
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
konduktor
rycerz na koninie
mielony
niechcąco
słowa wdychają się przez inne
albo postać odwrócona
w nikąd dorosły
drzewo bez kapelusza
wwiercony
albo postać porzucona
albo postać na niebie
w słodycz upadła
gigantyczny
dlatego że nie ma żadnego dlatego
obdarty
w niemowlę zapatrzona
ciemniejący w światło
płonie
w trakcie nienastępowania
bez końca panna włosie
w obcisłej spódnicy
twarzowa rozpacz
drapieżny zemdlał tygrys
w lanckoronie
wiosłują
¿
stąd że nie ma żadnego stąd
dążąc do doskonałości
motyl w postaci cielska
pozłacane świnie
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
rozbryzgując kałuże
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
otruta
i bez kropki
człowiek nie do oderwania od smyczy
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
zręcznie tonie
bóg nie do oderwania od wszy
kropla przerywa węgorza
zamazana
pokryte meszkiem bękarta
srebrnokulawy
wylękniona radość
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
krawiec w postaci ulewy
płatki bez odpowiedzi
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
szorstki
idź za nim
w krzywdzie zbyt kusej
a także
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
twarzą ostemplowany
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
dialekt dzierżawi rolnika
burzy się jagnię zapina szelki
pełznie
szklany
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
igła w oko puka
śnieg wymiotuje
piegiem pochwalony
chodziłam po tamtym świecie
sową
o niej chmarzy ziemia
niepodłączony
albo postać już niepotrzebna
ociężałe maliny
sprężyna
żyrafy
jeż czyha w zakonie
nawóz bez wzajemności
jamnik tenorem urzędu
czyha
tramwajem zarosłe
5 piąstek raju
kobra nacina przyjęcie
głaz bezgłowego pilota szkoli
śpi jak na drożdżach
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
ukryty w przymrozku
w studni
kropla od mroku
albrecht dürer płynie na zelandię
albo postać nieprzewidziana
ukłony
siekierą
jest taki pociąg dlaczego
wielkości za późno
rekin lat temu
w locie
wiatr wspina się na lipę
proszę zamknąć oczy gitarze
w milczenie zawinięte
w nadzieję rozsypane
na skale posadzona
nurek składany nikomu
a pan daleko?
na pustą arenę w kordobie wpada byk
pokrzywie dłoń wyrasta
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
śniegiem przybita
gęsta
bagnista ujada rzęsa
but cebulowy nerwicy
jedno jest pewne
z mleczka wypływającego z główki maku
jakie pytanie taka krew
przemieszcza się kura olbrzyma
fiołkowy
albo postać nieważna
samica pomidorowej
w przebłysku samotności
snu muszlo nasza
nasz adres:
cyrklem zainfekowana
za pomocą gdyby
huśtawka
kula przeszyła mu czaszkę
modlitwą nażarte
na połamanym krześle
w porządku własnym
olbrzyma
w kolorze ukrytym
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
w części wetknięta
dziurawy fortepian widzi
ja do rzeźni jadę
grad
w bezzwiewnych intencjach
drabina podmokły
szczudeł tupot
wandale podlewają kwiatki
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
jakoś idzie dorsz w torbie
w przybliżeniu nieistniejące
czas spierdala przez odludzie w tłumie
leżał owad w locie
idiota wyje pomidory
w futrze
mruga pogrzebacz
piła olbrzyma weryfikuje
oczodołami
człowiek służy też do podlewania ziemi
kwiaty plują
jakie to piękne!
mgłą
chichoczą konwalie
nadinspektor franz kafka kręci głową
kosmos ma miejsce w lupie
z ręką na sercu

albo postać już niepotrzebna
włóczka podwórek
na pustą arenę w kordobie wpada byk
biegnie
pełznie
szczudeł tupot
szklany
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
obdarty
jakie to piękne!
pokrzywie dłoń wyrasta
nasz adres:
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w przebłysku samotności
5 piąstek raju
szpak w puszce wieczór nietknięty
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
kropla od mroku
ja do rzeźni jadę
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
dlatego że nie ma żadnego dlatego
w niemowlę zapatrzona
huśtawka
wwiercony
siekierą
albo postać podarta
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
igła w oko puka
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
samiec karuzeli
klacz
zręcznie tonie
szorstki
w locie
i inne niepodobne
karaluch ciepły jabłkowy
otruta
krzyk zarasta bulwary
albo postać nieprzewidziana
mielony
śniegiem przybita
dążąc do doskonałości
w trakcie nienastępowania
drabina podmokły
proszę zamknąć oczy gitarze
niekiedy
kula przeszyła mu czaszkę
chodziłam po tamtym świecie
gęsta
porcelanowa trwoga
niepodłączony
dłuto autobusu flanela
a także
wielkości za późno
dźwig do suszenia sutann
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
rekin lat temu
w futrze
jedno jest pewne
piegiem pochwalony
jamnik tenorem urzędu
bóg nie do oderwania od wszy
głaz bezgłowego pilota szkoli
pokryte meszkiem bękarta
kwiaty plują
w trakcie przedrzeźniania mew
wielkości niezapisanej myśli
w krzywdzie zbyt kusej
żyrafy
snu muszlo nasza
w klatce
człowiek nie do oderwania od smyczy
john c. lilly pisze list do wall street journal
w miniówie
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
śpi jak na drożdżach
kropla przerywa węgorza
idiota wyje pomidory
w studni
jest taki pociąg dlaczego
jeż czyha w zakonie
mgłą
gigantyczny
w porządku własnym
w obcisłej spódnicy
ręka sunie po udzie
płonie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
drzewo bez kapelusza
deszcz korbką malowany
leżał owad w locie
modlitwą nażarte
czyha
idź za nim
płatki bez odpowiedzi
albo postać porzucona
piach rozkwita
albo postać na niebie
tramwajem zarosłe
ukłony
w słodycz upadła
albrecht dürer płynie na zelandię
albo postać rozlana
w lanckoronie
prześcieradło się po nim lepi
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
a pan daleko?
dzwonnica bez kałuży
mruga pogrzebacz
fryzura bez kierowcy
z mleczka wypływającego z główki maku
słowa wdychają się przez inne
wylękniona radość
chichoczą konwalie
za pomocą gdyby
z ręką na sercu
wandale podlewają kwiatki
przegryziony
nawóz bez wzajemności
jakie pytanie taka krew
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
księżyc zgasło
albo postać odwrócona
czas spierdala przez odludzie w tłumie
sprężyna
człowiek służy też do podlewania ziemi
drapieżny zemdlał tygrys
w postaci rosy
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
w drodze do po nic
rozbryzgując kałuże
nadinspektor franz kafka kręci głową
chuj odziedziczył naród
kobra nacina przyjęcie
w milczenie zawinięte
ukryty w przymrozku
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
o ośmiu wargach
burzy się jagnię zapina szelki
piła olbrzyma weryfikuje
samica pomidorowej
twarzą ostemplowany
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
fiołkowy
nurek składany nikomu
krawiec w postaci ulewy
karaluch
niechcąco
cyrklem zainfekowana
olbrzyma
stąd że nie ma żadnego stąd
ςɔ
wiosłują
w kolorze ukrytym
ciemniejący w światło
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
o niej chmarzy ziemia
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
śnieg wymiotuje
w części wetknięta
w nikąd dorosły
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
¿
zamazana
david attenborough poświadcza
bez końca panna włosie
w przybliżeniu nieistniejące
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
na połamanym krześle
rycerz na koninie
najeżony
albo postać nieważna
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
konduktor
i bez kropki
but cebulowy nerwicy
cudownie wąski
ociężałe maliny
kosmos ma miejsce w lupie
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
przemieszcza się kura olbrzyma
dialekt dzierżawi rolnika
wiatr wspina się na lipę
każda rzecz jest żadna
jakoś idzie dorsz w torbie
torpedą
srebrnokulawy
kakao
albo postać do góry nogami
w nadzieję rozsypane
sową
pozłacane świnie
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
gryzie własny ogon
twarzowa rozpacz
popękane ważki
oczodołami
dziurawy fortepian widzi
motyl w postaci cielska
jabłonki wychodzą z nor
grad
na skale posadzona
wilgotna
bagnista ujada rzęsa
w bezzwiewnych intencjach