wtędy

niechcąco
rekin lat temu
pokrzywie dłoń wyrasta
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
dzwonnica bez kałuży
przemieszcza się kura olbrzyma
o niej chmarzy ziemia
stąd że nie ma żadnego stąd
pokryte meszkiem bękarta
oczodołami
a pan daleko?
twarzowa rozpacz
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
jakie to piękne!
płatki bez odpowiedzi
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
chodziłam po tamtym świecie
nadinspektor franz kafka kręci głową
w trakcie przedrzeźniania mew
bagnista ujada rzęsa
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
nawóz bez wzajemności
albo postać nieprzewidziana
wiatr wspina się na lipę
albrecht dürer płynie na zelandię
jedno jest pewne
odpowiedź bezpowrotny
nurek składany nikomu
but cebulowy nerwicy
ja do rzeźni jadę
jeż czyha w zakonie
zamazana
mgłą
czyha
drzewo bez kapelusza
księżyc zgasło
5 piąstek raju
w przybliżeniu nieistniejące
kosmos ma miejsce w lupie
jamnik tenorem urzędu
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
jest taki pociąg dlaczego
szpak w puszce wieczór nietknięty
kwiaty plują
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
konduktor
w postaci rosy
w lanckoronie
o ośmiu wargach
sową
niepodłączony
szklany
w przebłysku samotności
wiosłują
żyrafy
mruga pogrzebacz
jakoś idzie dorsz w torbie
samiec karuzeli
na skale posadzona
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
śpi jak na drożdżach
albo postać na niebie
najeżony
chichoczą konwalie
snu muszlo nasza
w krzywdzie zbyt kusej
rozbryzgując kałuże
penis rozłupana
idiota wyje pomidory
krawiec w postaci ulewy
tramwajem zarosłe
kula przeszyła mu czaszkę
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w nadzieję rozsypane
i inne niepodobne
każda rzecz jest żadna
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
przegryziony
proszę zamknąć oczy gitarze
na połamanym krześle
ukryty w przymrozku
pochwa długodzioba
otruta
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
david attenborough poświadcza
wwiercony
w studni
cyrklem zainfekowana
szorstki
dążąc do doskonałości
gigantyczny
deszcz korbką malowany
sprężyna
modlitwą nażarte
człowiek służy też do podlewania ziemi
wielkości za późno
w części wetknięta
czas spierdala przez odludzie w tłumie
albo postać do góry nogami
motyl w postaci cielska
idź za nim
kropla od mroku
w miniówie
srebrnokulawy
samica pomidorowej
ręka sunie po udzie
ukłony
w klatce
wilgotna
w locie
śniegiem przybita
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
karaluch
słowa wdychają się przez inne
wandale podlewają kwiatki
dialekt dzierżawi rolnika
bez końca panna włosie
głaz bezgłowego pilota szkoli
włóczka podwórek
gęsta
jakie pytanie taka krew
zręcznie tonie
siekierą
bóg nie do oderwania od wszy
ociężałe maliny
albo postać odwrócona
drabina podmokły
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
z mleczka wypływającego z główki maku
za pomocą gdyby
w bezzwiewnych intencjach
w kolorze ukrytym
chuj odziedziczył naród
burzy się jagnię zapina szelki
porcelanowa trwoga
w niemowlę zapatrzona
torpedą
drapieżny zemdlał tygrys
w milczenie zawinięte
dlatego że nie ma żadnego dlatego
płonie
prześcieradło się po nim lepi
huśtawka
kakao
w nikąd dorosły
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
olbrzyma
albo postać nieważna
cudownie wąski
piegiem pochwalony
z ręką na sercu
ciemniejący w światło
na pustą arenę w kordobie wpada byk
człowiek nie do oderwania od smyczy
jabłonki wychodzą z nor
john c. lilly pisze list do wall street journal
biegnie
albo postać porzucona
kobra nacina przyjęcie
gryzie własny ogon
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
śnieg wymiotuje
wylękniona radość
niekiedy
twarzą ostemplowany
szczudeł tupot
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
albo postać podarta
fryzura bez kierowcy
a także
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
pozłacane świnie
sierść bez wichury
krzyk zarasta bulwary
igła w oko puka
w drodze do po nic
albo postać już niepotrzebna
piła olbrzyma weryfikuje
popękane ważki
fiołkowy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w trakcie nienastępowania
piach rozkwita
w futrze
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
leżał owad w locie
albo postać rozlana
wielkości niezapisanej myśli
i bez kropki
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
karaluch ciepły jabłkowy
kropla przerywa węgorza
w obcisłej spódnicy
mielony
rycerz na koninie
dźwig do suszenia sutann
klacz
grad
dziurawy fortepian widzi
w słodycz upadła
nasz adres:
w porządku własnym
pełznie
dłuto autobusu flanela
obdarty

snu muszlo nasza
rycerz na koninie
siekierą
w studni
albo postać do góry nogami
kropla przerywa węgorza
modlitwą nażarte
nasz adres:
mielony
w kolorze ukrytym
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
5 piąstek raju
nurek składany nikomu
ociężałe maliny
torpedą
kakao
słowa wdychają się przez inne
mgłą
żyrafy
płonie
w krzywdzie zbyt kusej
kosmos ma miejsce w lupie
chichoczą konwalie
przemieszcza się kura olbrzyma
dzwonnica bez kałuży
sierść bez wichury
drapieżny zemdlał tygrys
jakoś idzie dorsz w torbie
na pustą arenę w kordobie wpada byk
¿
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
w nadzieję rozsypane
prześcieradło się po nim lepi
dążąc do doskonałości
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
chuj odziedziczył naród
w nikąd dorosły
niepodłączony
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
czas spierdala przez odludzie w tłumie
albo postać nieważna
najeżony
w niemowlę zapatrzona
srebrnokulawy
samiec karuzeli
popękane ważki
w bezzwiewnych intencjach
oczodołami
twarzowa rozpacz
głaz bezgłowego pilota szkoli
mruga pogrzebacz
otruta
albo postać nieprzewidziana
a pan daleko?
motyl w postaci cielska
burzy się jagnię zapina szelki
gęsta
nawóz bez wzajemności
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
cudownie wąski
biegnie
jakie to piękne!
fiołkowy
o ośmiu wargach
samica pomidorowej
ręka sunie po udzie
w miniówie
fryzura bez kierowcy
zamazana
piegiem pochwalony
dźwig do suszenia sutann
śniegiem przybita
porcelanowa trwoga
john c. lilly pisze list do wall street journal
david attenborough poświadcza
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
kwiaty plują
wilgotna
albo postać podarta
w milczenie zawinięte
obdarty
wielkości za późno
w porządku własnym
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
jamnik tenorem urzędu
w drodze do po nic
jabłonki wychodzą z nor
szklany
jest taki pociąg dlaczego
penis rozłupana
chodziłam po tamtym świecie
ciemniejący w światło
człowiek nie do oderwania od smyczy
o niej chmarzy ziemia
z ręką na sercu
karaluch ciepły jabłkowy
dłuto autobusu flanela
piła olbrzyma weryfikuje
twarzą ostemplowany
odpowiedź bezpowrotny
każda rzecz jest żadna
dlatego że nie ma żadnego dlatego
płatki bez odpowiedzi
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
w przybliżeniu nieistniejące
gigantyczny
z mleczka wypływającego z główki maku
szpak w puszce wieczór nietknięty
konduktor
w słodycz upadła
na skale posadzona
drzewo bez kapelusza
idź za nim
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
albo postać porzucona
gryzie własny ogon
huśtawka
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
klacz
i bez kropki
czyha
nadinspektor franz kafka kręci głową
stąd że nie ma żadnego stąd
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
kula przeszyła mu czaszkę
wandale podlewają kwiatki
w trakcie przedrzeźniania mew
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
kropla od mroku
niekiedy
wwiercony
wiosłują
piach rozkwita
w locie
karaluch
włóczka podwórek
leżał owad w locie
a także
krzyk zarasta bulwary
dziurawy fortepian widzi
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
but cebulowy nerwicy
igła w oko puka
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
wiatr wspina się na lipę
na połamanym krześle
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
kobra nacina przyjęcie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
śpi jak na drożdżach
ukryty w przymrozku
albo postać odwrócona
ja do rzeźni jadę
pozłacane świnie
i inne niepodobne
rozbryzgując kałuże
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
idiota wyje pomidory
albrecht dürer płynie na zelandię
pokrzywie dłoń wyrasta
śnieg wymiotuje
krawiec w postaci ulewy
bagnista ujada rzęsa
jeż czyha w zakonie
albo postać rozlana
bez końca panna włosie
cyrklem zainfekowana
szczudeł tupot
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
w futrze
w obcisłej spódnicy
drabina podmokły
pochwa długodzioba
przegryziony
pełznie
w klatce
jedno jest pewne
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
proszę zamknąć oczy gitarze
jakie pytanie taka krew
niechcąco
olbrzyma
w lanckoronie
bóg nie do oderwania od wszy
wylękniona radość
w przebłysku samotności
albo postać już niepotrzebna
rekin lat temu
ukłony
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
za pomocą gdyby
sową
tramwajem zarosłe
księżyc zgasło
w trakcie nienastępowania
w postaci rosy
zręcznie tonie
deszcz korbką malowany
grad
albo postać na niebie
szorstki
dialekt dzierżawi rolnika
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w części wetknięta
wielkości niezapisanej myśli
sprężyna
człowiek służy też do podlewania ziemi
pokryte meszkiem bękarta