wtędy

w przebłysku samotności
z mleczka wypływającego z główki maku
na pustą arenę w kordobie wpada byk
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
na skale posadzona
najeżony
szorstki
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
w klatce
jakoś idzie dorsz w torbie
jakie to piękne!
w nadzieję rozsypane
porcelanowa trwoga
burzy się jagnię zapina szelki
w locie
drzewo bez kapelusza
na połamanym krześle
cyrklem zainfekowana
głaz bezgłowego pilota szkoli
jamnik tenorem urzędu
proszę zamknąć oczy gitarze
ukłony
5 piąstek raju
w trakcie przedrzeźniania mew
niechcąco
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
jabłonki wychodzą z nor
dłuto autobusu flanela
jedno jest pewne
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
śpi jak na drożdżach
wylękniona radość
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
słowa wdychają się przez inne
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
siekierą
jakie pytanie taka krew
ręka sunie po udzie
but cebulowy nerwicy
chichoczą konwalie
oczodołami
nawóz bez wzajemności
popękane ważki
w miniówie
bez końca panna włosie
w postaci rosy
nadinspektor franz kafka kręci głową
w porządku własnym
płonie
modlitwą nażarte
w milczenie zawinięte
otruta
nasz adres:
nurek składany nikomu
w części wetknięta
fryzura bez kierowcy
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
albo postać nieważna
w nikąd dorosły
przemieszcza się kura olbrzyma
gigantyczny
pełznie
i inne niepodobne
sową
biegnie
księżyc zgasło
wielkości za późno
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
szczudeł tupot
olbrzyma
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
gęsta
pozłacane świnie
kropla od mroku
każda rzecz jest żadna
za pomocą gdyby
torpedą
kwiaty plują
snu muszlo nasza
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
dialekt dzierżawi rolnika
kakao
kosmos ma miejsce w lupie
ja do rzeźni jadę
wandale podlewają kwiatki
idiota wyje pomidory
w futrze
zręcznie tonie
gryzie własny ogon
wilgotna
jeż czyha w zakonie
śnieg wymiotuje
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
chuj odziedziczył naród
tramwajem zarosłe
a także
przegryziony
sierść bez wichury
huśtawka
albo postać do góry nogami
idź za nim
samica pomidorowej
kula przeszyła mu czaszkę
piła olbrzyma weryfikuje
konduktor
krawiec w postaci ulewy
karaluch
ociężałe maliny
płatki bez odpowiedzi
albo postać już niepotrzebna
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
człowiek nie do oderwania od smyczy
czas spierdala przez odludzie w tłumie
ukryty w przymrozku
włóczka podwórek
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
albo postać na niebie
albo postać odwrócona
szklany
w bezzwiewnych intencjach
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
a pan daleko?
grad
albo postać rozlana
o niej chmarzy ziemia
srebrnokulawy
z ręką na sercu
zamazana
obdarty
pokrzywie dłoń wyrasta
motyl w postaci cielska
człowiek służy też do podlewania ziemi
david attenborough poświadcza
albo postać podarta
o ośmiu wargach
twarzowa rozpacz
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
żyrafy
w lanckoronie
stąd że nie ma żadnego stąd
czyha
w słodycz upadła
wiosłują
albo postać porzucona
fiołkowy
rekin lat temu
leżał owad w locie
wielkości niezapisanej myśli
śniegiem przybita
prześcieradło się po nim lepi
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
twarzą ostemplowany
wwiercony
dzwonnica bez kałuży
niekiedy
dążąc do doskonałości
bóg nie do oderwania od wszy
w trakcie nienastępowania
w drodze do po nic
kropla przerywa węgorza
rycerz na koninie
w obcisłej spódnicy
wiatr wspina się na lipę
albo postać nieprzewidziana
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
dźwig do suszenia sutann
albrecht dürer płynie na zelandię
w kolorze ukrytym
pokryte meszkiem bękarta
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
drapieżny zemdlał tygrys
w niemowlę zapatrzona
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
pochwa długodzioba
mruga pogrzebacz
penis rozłupana
szpak w puszce wieczór nietknięty
karaluch ciepły jabłkowy
deszcz korbką malowany
i bez kropki
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w przybliżeniu nieistniejące
mgłą
cudownie wąski
rozbryzgując kałuże
igła w oko puka
bagnista ujada rzęsa
odpowiedź bezpowrotny
w krzywdzie zbyt kusej
samiec karuzeli
chodziłam po tamtym świecie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
sprężyna
niepodłączony
piach rozkwita
piegiem pochwalony
dlatego że nie ma żadnego dlatego
mielony
dziurawy fortepian widzi
w studni
ciemniejący w światło
krzyk zarasta bulwary
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
jest taki pociąg dlaczego
drabina podmokły
klacz
kobra nacina przyjęcie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość

przegryziony
siekierą
ręka sunie po udzie
jamnik tenorem urzędu
wiosłują
w przebłysku samotności
wwiercony
człowiek służy też do podlewania ziemi
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
kosmos ma miejsce w lupie
burzy się jagnię zapina szelki
w trakcie przedrzeźniania mew
dźwig do suszenia sutann
pokryte meszkiem bękarta
dążąc do doskonałości
mielony
sprężyna
rycerz na koninie
stąd że nie ma żadnego stąd
albo postać odwrócona
kobra nacina przyjęcie
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
sową
w postaci rosy
ciemniejący w światło
w lanckoronie
klacz
na połamanym krześle
odpowiedź bezpowrotny
gryzie własny ogon
jedno jest pewne
olbrzyma
w miniówie
deszcz korbką malowany
penis rozłupana
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
w kolorze ukrytym
biegnie
najeżony
albrecht dürer płynie na zelandię
pokrzywie dłoń wyrasta
głaz bezgłowego pilota szkoli
albo postać podarta
snu muszlo nasza
torpedą
piegiem pochwalony
i bez kropki
jakie pytanie taka krew
john c. lilly pisze list do wall street journal
twarzą ostemplowany
wielkości za późno
niekiedy
huśtawka
kwiaty plują
śniegiem przybita
włóczka podwórek
pochwa długodzioba
wielkości niezapisanej myśli
albo postać rozlana
śpi jak na drożdżach
w porządku własnym
w futrze
człowiek nie do oderwania od smyczy
pozłacane świnie
w milczenie zawinięte
w studni
obdarty
albo postać już niepotrzebna
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
popękane ważki
w drodze do po nic
igła w oko puka
konduktor
jakie to piękne!
grad
prześcieradło się po nim lepi
jest taki pociąg dlaczego
motyl w postaci cielska
w krzywdzie zbyt kusej
nurek składany nikomu
chichoczą konwalie
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
modlitwą nażarte
ociężałe maliny
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
płonie
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
w niemowlę zapatrzona
samica pomidorowej
drzewo bez kapelusza
w klatce
chodziłam po tamtym świecie
ukryty w przymrozku
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
chuj odziedziczył naród
bez końca panna włosie
fiołkowy
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
dialekt dzierżawi rolnika
piach rozkwita
mruga pogrzebacz
wandale podlewają kwiatki
proszę zamknąć oczy gitarze
z mleczka wypływającego z główki maku
karaluch ciepły jabłkowy
otruta
ukłony
ja do rzeźni jadę
idź za nim
albo postać do góry nogami
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
zamazana
o ośmiu wargach
jabłonki wychodzą z nor
gęsta
krawiec w postaci ulewy
wiatr wspina się na lipę
mgłą
kula przeszyła mu czaszkę
księżyc zgasło
szorstki
a także
w trakcie nienastępowania
słowa wdychają się przez inne
albo postać nieważna
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
niepodłączony
za pomocą gdyby
fryzura bez kierowcy
płatki bez odpowiedzi
pełznie
piła olbrzyma weryfikuje
na pustą arenę w kordobie wpada byk
cudownie wąski
david attenborough poświadcza
albo postać nieprzewidziana
przemieszcza się kura olbrzyma
cyrklem zainfekowana
nawóz bez wzajemności
w bezzwiewnych intencjach
krzyk zarasta bulwary
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
drapieżny zemdlał tygrys
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
w obcisłej spódnicy
dłuto autobusu flanela
niechcąco
albo postać na niebie
leżał owad w locie
sierść bez wichury
karaluch
czas spierdala przez odludzie w tłumie
dziurawy fortepian widzi
kakao
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
szklany
tramwajem zarosłe
kropla przerywa węgorza
w słodycz upadła
bagnista ujada rzęsa
późnym wieczorem ks. józef tischner odwozi młodą reporterkę do jej oddalonego o 30 km domu
rekin lat temu
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
wilgotna
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
samiec karuzeli
nadinspektor franz kafka kręci głową
but cebulowy nerwicy
dlatego że nie ma żadnego dlatego
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
rozbryzgując kałuże
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
kropla od mroku
porcelanowa trwoga
w przybliżeniu nieistniejące
każda rzecz jest żadna
5 piąstek raju
dzwonnica bez kałuży
zręcznie tonie
jakoś idzie dorsz w torbie
srebrnokulawy
idiota wyje pomidory
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
z ręką na sercu
wylękniona radość
jeż czyha w zakonie
i inne niepodobne
twarzowa rozpacz
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
czyha
w nikąd dorosły
na skale posadzona
w części wetknięta
w locie
śnieg wymiotuje
o niej chmarzy ziemia
w nadzieję rozsypane
bóg nie do oderwania od wszy
drabina podmokły
żyrafy
a pan daleko?
gigantyczny
oczodołami
nasz adres:
albo postać porzucona
ςɔ
szczudeł tupot
szpak w puszce wieczór nietknięty