wtędy

albrecht dürer płynie na zelandię
mgłą
rekin lat temu
włóczęga
fiołkowy
obdarty
wiatr wspina się na lipę
niechcąco
nawóz bez wzajemności
proszę zamknąć oczy gitarze
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
pełznie
w miniówie
o niej chmarzy ziemia
jabłonki wychodzą z nor
słowa wdychają się przez inne
twarzą ostemplowany
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
drapieżny zemdlał tygrys
w niemowlę zapatrzona
burzy się jagnię zapina szelki
nurek składany nikomu
bez końca panna włosie
albo postać odwrócona
rozproszony
w postaci rosy
albo postać już niepotrzebna
fryzura bez kierowcy
torpedą
cyrklem zainfekowana
kropla od mroku
szczudeł tupot
idiota wyje pomidory
piła olbrzyma weryfikuje
człowiek służy też do podlewania ziemi
księżyc zgasło
na pustą arenę w kordobie wpada byk
listewka horyzontu napięty
motyl w postaci cielska
dlatego że nie ma żadnego dlatego
porcelanowa trwoga
modlitwą nażarte
w słodycz upadła
w milczenie zawinięte
ukłony
5 piąstek raju
w części wetknięta
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
albo postać podarta
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
samiec karuzeli
chichoczą konwalie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
ukryty w przymrozku
rozbryzgując kałuże
konduktor
przemieszcza się kura olbrzyma
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
gryzie własny ogon
w trakcie nienastępowania
wielkości za późno
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
mięso płucze sny
w przybliżeniu nieistniejące
kwiaty plują
rycerz na koninie
snu muszlo nasza
otruta
bóg nie do oderwania od wszy
na połamanym krześle
nasz adres:
albo postać na niebie
deszcz korbką malowany
pochwa długodzioba
wwiercony
wylękniona radość
niepodłączony
płonie
wypadanie macicy i pochwy
kobra nacina przyjęcie
na skale posadzona
jeż czyha w zakonie
płatki bez odpowiedzi
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
wandale podlewają kwiatki
pokryte meszkiem bękarta
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
w futrze
cudownie wąski
jakoś idzie dorsz w torbie
krawiec w postaci ulewy
30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
w drodze do po nic
grad
pokrzywie dłoń wyrasta
ja do rzeźni jadę
bagnista ujada rzęsa
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
tramwajem zarosłe
dźwig do suszenia sutann
pozłacane świnie
siekierą
chuj odziedziczył naród
biegnie
dłuto autobusu flanela
a pan daleko?
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
z mleczka wypływającego z główki maku
david attenborough poświadcza
but cebulowy nerwicy
śnieg wymiotuje
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
chmura się warkocze
czyha
o ośmiu wargach
drabina podmokły
zamazana
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
w klatce
jedno jest pewne
krwotok z dróg rodnych
klacz
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
napięty
piegiem pochwalony
szklany
człowiek nie do oderwania od smyczy
a także
ciemniejący w światło
sową
dziurawy fortepian widzi
piach rozkwita
jakie pytanie taka krew
w przebłysku samotności
w obcisłej spódnicy
czas spierdala przez odludzie w tłumie
włóczka podwórek
gigantyczny
wilgotna
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
najeżony
wielkości niezapisanej myśli
żyrafy
kropla przerywa węgorza
chodziłam po tamtym świecie
lecz?
albo postać porzucona
jakie to piękne!
olbrzyma
w kolorze ukrytym
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
po 12 koron sztuka
jest taki pociąg dlaczego
wiosłują
mielony
szorstki
albo postać rozlana
drzewo bez kapelusza
niekiedy
dążąc do doskonałości
zręcznie tonie
żylaki powrózka nasiennego
każda rzecz jest żadna
z ręką na sercu
jamnik tenorem urzędu
odpowiedź bezpowrotny
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
przegryziony
popękane ważki
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
za pomocą gdyby
w porządku własnym
mruga pogrzebacz
w locie
owrzodzenie sromu
penis rozłupana
śniegiem przybita
albo postać nieprzewidziana
twarzowa rozpacz
ręka sunie po udzie
kula przeszyła mu czaszkę
w bezzwiewnych intencjach
kakao
w krzywdzie zbyt kusej
dialekt dzierżawi rolnika
gęsta
warkocze
karaluch ciepły jabłkowy
prześcieradło się po nim lepi
leżał owad w locie
późnym wieczorem
stąd że nie ma żadnego stąd
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
idź za nim
srebrnokulawy
i bez kropki
ociężałe maliny
w nikąd dorosły
i inne niepodobne
igła w oko puka
karaluch
śpi jak na drożdżach
szpak w puszce wieczór nietknięty
kosmos ma miejsce w lupie
albo postać do góry nogami
w trakcie przedrzeźniania mew
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
dzwonnica bez kałuży
głaz bezgłowego pilota szkoli
oczodołami
albo postać nieważna
w studni
w gałęziach drzew
huśtawka
samica pomidorowej
w nadzieję rozsypane
włóczęga rozproszony
sierść bez wichury
krzyk zarasta bulwary

fryzura bez kierowcy
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
chodziłam po tamtym świecie
na skale posadzona
kakao
karaluch
igła w oko puka
idiota wyje pomidory
śniegiem przybita
torpedą
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
zamazana
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
deszcz korbką malowany
szpak w puszce wieczór nietknięty
dążąc do doskonałości
albo postać podarta
ludwik wittgenstein reflektorem goplany omiata toń wisły
dzwonnica bez kałuży
samiec karuzeli
leżał owad w locie
człowiek służy też do podlewania ziemi
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
ręka sunie po udzie
albo postać odwrócona
drapieżny zemdlał tygrys
wielkości niezapisanej myśli
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
matka powiesiła się siostra rzuciła do rzeki
lecz?
zręcznie tonie
w drodze do po nic
prześcieradło się po nim lepi
dłuto autobusu flanela
penis rozłupana
owrzodzenie sromu
chmura się warkocze
w postaci rosy
w bezzwiewnych intencjach
szczudeł tupot
dźwig do suszenia sutann
w przebłysku samotności
piach rozkwita
dlatego że nie ma żadnego dlatego
kropla od mroku
mgłą
w klatce
w milczenie zawinięte
w trakcie nienastępowania
szorstki
albo postać na niebie
mielony
napięty
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
klacz
włóczka podwórek
obdarty
pozłacane świnie
w gałęziach drzew
wylękniona radość
płonie
fiołkowy
konduktor
albo postać nieprzewidziana
drzewo bez kapelusza
5 piąstek raju
albo postać już niepotrzebna
tramwajem zarosłe
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
księżyc zgasło
modlitwą nażarte
w trakcie przedrzeźniania mew
stąd że nie ma żadnego stąd
chichoczą konwalie
krzyk zarasta bulwary
ukryty w przymrozku
na pustą arenę w kordobie wpada byk
wiosłują
i bez kropki
mięso płucze sny
twarzowa rozpacz
piła olbrzyma weryfikuje
porcelanowa trwoga
w porządku własnym
albo postać nieważna
w przybliżeniu nieistniejące
żyrafy
wiatr wspina się na lipę
piegiem pochwalony
w słodycz upadła
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
siekierą
w nadzieję rozsypane
kula przeszyła mu czaszkę
kwiaty plują
otruta
idź za nim
w miniówie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
z ręką na sercu
w locie
ociężałe maliny
pokrzywie dłoń wyrasta
włóczęga
chuj odziedziczył naród
mruga pogrzebacz
listewka horyzontu napięty
rozbryzgując kałuże
albrecht dürer płynie na zelandię
a pan daleko?
jeż czyha w zakonie
jest taki pociąg dlaczego
z mleczka wypływającego z główki maku
kartonowa pomarańcz na przedmieściach wanien
cyrklem zainfekowana
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
szklany
kosmos ma miejsce w lupie
drabina podmokły
człowiek nie do oderwania od smyczy
wandale podlewają kwiatki
proszę zamknąć oczy gitarze
but cebulowy nerwicy
wielkości za późno
snu muszlo nasza
ja do rzeźni jadę
kropla przerywa węgorza
5 świętych – 2 wodorosty ≈ 3 zakręty
jakoś idzie dorsz w torbie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wypadanie macicy i pochwy
ciemniejący w światło
w futrze
śnieg wymiotuje
bagnista ujada rzęsa
jedno jest pewne
krawiec w postaci ulewy
najeżony
david attenborough poświadcza
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
płatki bez odpowiedzi
twarzą ostemplowany
nawóz bez wzajemności
srebrnokulawy
huśtawka
albo postać rozlana
słowa wdychają się przez inne
warkocze
grad
30 milionów lat mądrzejsze od ludzi
karaluch ciepły jabłkowy
bez końca panna włosie
w wilczurze wnikliwa płonie sprężyna
oczodołami
burzy się jagnię zapina szelki
jamnik tenorem urzędu
niekiedy
odpowiedź bezpowrotny
sową
gigantyczny
dialekt dzierżawi rolnika
pokryte meszkiem bękarta
czyha
przegryziony
czas spierdala przez odludzie w tłumie
każda rzecz jest żadna
popękane ważki
olbrzyma
kobra nacina przyjęcie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
ukłony
rozproszony
śpi jak na drożdżach
jakie to piękne!
przemieszcza się kura olbrzyma
w nikąd dorosły
pięć milionów sześćset tysięcy lat temu
wwiercony
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
gęsta
samica pomidorowej
o ośmiu wargach
włóczęga rozproszony
niepodłączony
albo postać do góry nogami
w części wetknięta
bóg nie do oderwania od wszy
pełznie
niechcąco
na połamanym krześle
w niemowlę zapatrzona
jakie pytanie taka krew
późnym wieczorem
sierść bez wichury
marszałek zaśnieżonych w gumowej kiełbasie
w studni
w krzywdzie zbyt kusej
motyl w postaci cielska
pochwa długodzioba
głaz bezgłowego pilota szkoli
geoffroy thérage rozpala stos w rouen
żylaki powrózka nasiennego
a także
albo postać porzucona
biegnie
wilgotna
jabłonki wychodzą z nor
rekin lat temu
po 12 koron sztuka
w obcisłej spódnicy
gryzie własny ogon
krwotok z dróg rodnych
o niej chmarzy ziemia
nasz adres:
cudownie wąski
brzeg nie do oderwania od mrowia
w kolorze ukrytym
i inne niepodobne
nurek składany nikomu
rycerz na koninie
za pomocą gdyby
dziurawy fortepian widzi